Minęło 48 godzin. Na koncie miałem 15 milionów dolarów.

Ale zaczęły pojawiać się schody.
Moja fundacja, dotąd żyła jak rekin w oceanie naiwności, zaczęła zdychać. Darczyńców ubywało. Komentarze zmieniały ton. Ludzie pytali. Dociekali.

Zamiast wzrostów – wykresy zaczęły spadać. Marvin się nie odzywał. Axiom milczał. Sasha zniknęła.

Zostałem z samym hałasem w głowie i telefonem, który znów zadzwonił o nieludzkiej porze.

Paczki tym razem nie było.

Był tylko list. I pendrive.

Przyłożyłem go do palców jak brzytwę. Nie ufałem temu. Ale ciekawość… była silniejsza niż rozsądek.

Podłączyłem go do laptopa.

Ekran zamrugał. Wszystkie aplikacje zamknęły się automatycznie. Pliki zniknęły. Pulpit był pusty. Konto bankowe: 0.00 $.
Całe 15 milionów — zniknęło w sekundzie.

Z głośników odezwał się głos. Elektroniczny. Zniekształcony.

Zawsze jest ktoś lepszy.
Nie ufaj pendrive’om.
Zagrałeś za ostro. Teraz twoja kolej, by poczuć ból.

Cisza.

Zamarłem. Pierwszy raz od miesięcy poczułem strach.

Ale potem pojawił się gniew.
Nie ten teatralny, nie pokerowy. Prawdziwy. Brutalny. Surowy.

Zacząłem dzwonić. Pisać. Szukać.

Hakerów. Prawdziwych. Nie dzieciaków z forum. Ludzi, którzy mogli zburzyć bank centralny, a potem zniknąć do Syberii z nowym nazwiskiem.

W Darknecie znalazłem tylko jedno imię:
„CTRL+ALT+REVENGE”

Podobno włamał się do NSA, ale nigdy nie dotknął pieniędzy. Twierdził, że działa wyłącznie, gdy w grę wchodzi zemsta.
A ja miałem coś więcej niż motyw – miałem cel.