Kiedy już myślałem, że odpocznę, chlupot wrócił. Tym razem nie jeden – ale cała fala.
Żabopsy — większe, grubsze, o oczach świecących jak radioaktywne światła – wyłoniły się z bocznego tunelu.

Trzy. Nie, cztery. Nie… siedem.

Kusza?
Jedna strzała.
Ciało?
Zdradliwe, gorączkowe, kaszlące.
Szanse?
Bliskie zeru.

Uniósłem broń, ale ręce mi się trzęsły. Jedna z żab skoczyła.
Nie zdążyłem.

I wtedy…


⚔️ Pojawienie się Wojownika – zielony metal, śluz i gniew

BUUM.

Coś uderzyło w żabę jak kula ognia, ale nie była to eksplozja.

To był człowiek.

Nie, niezupełnie człowiek.

Miał zbroję z zielonkawego metalu, wyglądającego jak pokryty śluzem karapaks jakiegoś megażabiego pancerza. Z pleców wystawały kolce, które kapały błyszczącą cieczą.
W ręku trzymał włócznię – długą, surową, obrośniętą membraną fioletowo-zieloną, jakby żyła i oddychała.
Na głowie – zielony irokez, zakończony fioletowym ogniem jak u jakiegoś plemiennego szamana-mutanta.

Na twarzy – gogle i szmata filtrująca powietrze.

Nie powiedział nic.

Po prostu walczył.


💥 Rzeź w błocie i śluzie

Włócznia poruszała się z gracją.
Pierwsza żaba – przebita na wylot.
Druga – strącona ciosem w kręgoszczelce.
Trzecia – rozpuszczona przez śluz, który kapnął jej na pysk.

Ja… tylko patrzyłem.
Oparłem się o ścianę i pozwoliłem, żeby nowy przybysz zrobił to, czego ja już nie byłem w stanie.

Po chwili żaby leżały.
Kanał znów był cichy.


🧍‍♂️ Spotkanie – Filtrtwarz i spojrzenie spod gogli

Wojownik odwrócił się do mnie.

Spojrzał.

Jego gogle błyszczały w świetle bioluminescencji.
Zbliżył się. Niepewnie. Ostrożnie.

Nie odezwał się.
Zamiast tego wyciągnął z kieszeni małą buteleczkę z błyszczącym płynem i rzucił mi ją.
Złapałem.

– Pij to. Śluz neutralizuje jądrowe cząstki. – powiedział cicho przez maskę.

Jego głos brzmiał… zniszczony. Jakby mówił przez rdzę.

— Kim jesteś? — zapytałem, kaszląc.

– Przeżywaczem. Tropicielem tronu. Ostatnim z biofiltrowanych.